Niedziela, 12 sierpnia 2012
Kategoria rowerowanie, dom
Rodzice, NR i Perseidy
Cotygodniowa, obowiązkowa wizyta u rodziców, bo mamusia tęskni ;)
Staję na światłach, zrównuje się ze mną samochód. Błyszczący, czyściutki, czerwony garbus. Jak później zobaczyłam po rejestracji - zabytkowy. Wyglądał bardzo ładnie, więc uśmiechnęłam się na jego widok. Kierowca - starszy, siwy pan - wychylił się, uśmiechnął i uniósł kciuk. Od razu weselej się jechało :)
U rodziców przypadkiem weszłam na fb i zobaczyłam, że Nocny Rower urządza wycieczkę z polowaniem na Perseidy. Znam parę osób z NR i wiem, że jeżdżą daleko szybciej ode mnie. Ale cóż, zdecydowałam nagle. Pojadę na miejsce zbiórki, przywitam się i zapytam, a nuż przygarną ślimaka? ;) Może nie wypluję płuc, może nie zgubią mnie gdzieś po drodze.
Cóż, szczerze mówiąc, do obu rzeczy było blisko ;) Na szczęście dobrzy bogowie postawili na naszej drodze sporo czerwonych świateł, więc mogłam ich doganiać.
Przerwa na Wilsonie celem uzupełnienia zapasów na ognisko. Profesjonaliści jechali ze specjalnymi małymi plecaczkami rowerowymi, więc bułki wiozłam ja, w koszyku ;P
Rozgościliśmy się przy porzuconym ognisku [nie trzeba rozpalać!] i przystąpiliśmy do dzieła.
Nie do ogniskowego ani rowerowego dzieła, rzecz jasna, tylko do polowania na gwiazdy.
Czemu to wychodzi takie czerwone? A, zrobię zdjęcie na każdym ustawieniu i któreś wyjdzie.
Adrian zamiast gwiazd fotografował fotografów [powiedziała Savil, zamieszczająca zdjęcie Adriana fotografującego fotografów. Incepcja jakaś ;)
Gwiazdy. Jak już zmarzliśmy w krzakach przy statywach i poszliśmy do ogniska, to zaczęły spadać. Widziałam! :)
Rowerzyści w dobrych humorach. Poza tymi, którym wiatr nawiewał dym w oczy ;)
Krzew gorejący. Niestety spłonął, zanim uświadomiłam sobie, że robię zdjęcie z fleszem i go wyłączyłam.
Część zaczęła bardzo szybko marznąć i tylko tulili się do ogniska. Ja oczywiście przezornie wzięłam ze sobą ubrania - jeśli w mieście jest chłodno to w lesie będzie zimno. You don't say? No właśnie. Ciepła i zadowolona hasałam z aparatem, piekłam kiełbaski i nosiłam drewno. Jakieś dziwne było, ale płonęło ładnie, mimo, że mokre i liściaste.
Powrót w zdecydowanie mniejszej grupie, bo ludzie wykruszali się po trochu cały czas. Warszawa nocą ma swój urok - pusto, cała jezdnia moja :) Wróciłam zmęczona, najedzona i zadowolona :)
Jeśli NR-owcy nie mają dosyć mojego tempa, to jeszcze się do nich przyczepię ^.^
Staję na światłach, zrównuje się ze mną samochód. Błyszczący, czyściutki, czerwony garbus. Jak później zobaczyłam po rejestracji - zabytkowy. Wyglądał bardzo ładnie, więc uśmiechnęłam się na jego widok. Kierowca - starszy, siwy pan - wychylił się, uśmiechnął i uniósł kciuk. Od razu weselej się jechało :)
U rodziców przypadkiem weszłam na fb i zobaczyłam, że Nocny Rower urządza wycieczkę z polowaniem na Perseidy. Znam parę osób z NR i wiem, że jeżdżą daleko szybciej ode mnie. Ale cóż, zdecydowałam nagle. Pojadę na miejsce zbiórki, przywitam się i zapytam, a nuż przygarną ślimaka? ;) Może nie wypluję płuc, może nie zgubią mnie gdzieś po drodze.
Cóż, szczerze mówiąc, do obu rzeczy było blisko ;) Na szczęście dobrzy bogowie postawili na naszej drodze sporo czerwonych świateł, więc mogłam ich doganiać.
Przerwa na Wilsonie celem uzupełnienia zapasów na ognisko. Profesjonaliści jechali ze specjalnymi małymi plecaczkami rowerowymi, więc bułki wiozłam ja, w koszyku ;P
Rozgościliśmy się przy porzuconym ognisku [nie trzeba rozpalać!] i przystąpiliśmy do dzieła.
Nie do ogniskowego ani rowerowego dzieła, rzecz jasna, tylko do polowania na gwiazdy.
Czemu to wychodzi takie czerwone? A, zrobię zdjęcie na każdym ustawieniu i któreś wyjdzie.
Adrian zamiast gwiazd fotografował fotografów [powiedziała Savil, zamieszczająca zdjęcie Adriana fotografującego fotografów. Incepcja jakaś ;)
Gwiazdy. Jak już zmarzliśmy w krzakach przy statywach i poszliśmy do ogniska, to zaczęły spadać. Widziałam! :)
Rowerzyści w dobrych humorach. Poza tymi, którym wiatr nawiewał dym w oczy ;)
Krzew gorejący. Niestety spłonął, zanim uświadomiłam sobie, że robię zdjęcie z fleszem i go wyłączyłam.
Część zaczęła bardzo szybko marznąć i tylko tulili się do ogniska. Ja oczywiście przezornie wzięłam ze sobą ubrania - jeśli w mieście jest chłodno to w lesie będzie zimno. You don't say? No właśnie. Ciepła i zadowolona hasałam z aparatem, piekłam kiełbaski i nosiłam drewno. Jakieś dziwne było, ale płonęło ładnie, mimo, że mokre i liściaste.
Powrót w zdecydowanie mniejszej grupie, bo ludzie wykruszali się po trochu cały czas. Warszawa nocą ma swój urok - pusto, cała jezdnia moja :) Wróciłam zmęczona, najedzona i zadowolona :)
Jeśli NR-owcy nie mają dosyć mojego tempa, to jeszcze się do nich przyczepię ^.^
- DST 62.70km
- Czas 03:08
- VAVG 20.01km/h
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj