Wpisy archiwalne w kategorii
dom
Dystans całkowity: | 2095.14 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 106:11 |
Średnia prędkość: | 19.61 km/h |
Maksymalna prędkość: | 39.00 km/h |
Liczba aktywności: | 77 |
Średnio na aktywność: | 27.21 km i 1h 23m |
Więcej statystyk |
Niedziela, 15 lipca 2012
Kategoria dom
Rodzice
- DST 25.00km
- Czas 01:12
- VAVG 20.83km/h
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 13 lipca 2012
Kategoria dom
Pielenie truskawek, cmentarz
- DST 25.00km
- Czas 01:12
- VAVG 20.83km/h
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 8 lipca 2012
Kategoria dom
Rodzice
- DST 25.00km
- Czas 01:12
- VAVG 20.83km/h
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 1 lipca 2012
Kategoria dom
Rodzice
Gorąco. Za gorąco, żeby myśleć, żeby działać.
Dojechałam na ostatnich nogach, padłam i poleżałam, zanim byłam w stanie iść na obiad. Nie funkcjonuję w takich temperaturach, jestem jak Pratchettowski troll. Już mi starczy tego lata, może z powrotem być wiosna i do 27'C?
Obejrzałam sobie większość finału, wcześniej pomógłszy w dopieszczaniu licencjatu, talent literacki się przydał ;)
Finał był... kopaniem leżącego. Początkowo Hiszpania po prostu starała się ładnie, ale potem już tylko dobijała. Druga połowa była zabawna - zmiana -> gol. Ten czwarty to już naprawdę mogli sobie odpuścić. Albo żeby Włosi strzelili jakiegoś honorowego. Ale nie, Balotelliego cały czas pilnowało ze trzech. No fun ;)
W między czasie jeszcze przeszła burza z kilkoma nawrotami, ale skończyła się akurat przed moim wyjściem. Potem już tylko było chłodno i delikatnie mżyło - cudowna pogoda na ochłonięcie z upału i jazdę :)
Dojechałam na ostatnich nogach, padłam i poleżałam, zanim byłam w stanie iść na obiad. Nie funkcjonuję w takich temperaturach, jestem jak Pratchettowski troll. Już mi starczy tego lata, może z powrotem być wiosna i do 27'C?
Obejrzałam sobie większość finału, wcześniej pomógłszy w dopieszczaniu licencjatu, talent literacki się przydał ;)
Finał był... kopaniem leżącego. Początkowo Hiszpania po prostu starała się ładnie, ale potem już tylko dobijała. Druga połowa była zabawna - zmiana -> gol. Ten czwarty to już naprawdę mogli sobie odpuścić. Albo żeby Włosi strzelili jakiegoś honorowego. Ale nie, Balotelliego cały czas pilnowało ze trzech. No fun ;)
W między czasie jeszcze przeszła burza z kilkoma nawrotami, ale skończyła się akurat przed moim wyjściem. Potem już tylko było chłodno i delikatnie mżyło - cudowna pogoda na ochłonięcie z upału i jazdę :)
- DST 25.00km
- Czas 01:14
- VAVG 20.27km/h
- Temperatura 35.0°C
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 24 czerwca 2012
Kategoria dom
Rodzice
- DST 25.00km
- Czas 01:10
- VAVG 21.43km/h
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 17 czerwca 2012
Kategoria dom
Zachód słońca, inny świat
Na pograniczu jawy i snu.
Senne słońce jest bliskie, ciepłe. Zapomina odpychać, zapomina palić. Miękko otula ciepłem, na ile mu wystarcza sił. Jeszcze się tylko stara oślepić.
Ale łagodnieje. Poddaje się.
Wie, że wróci. Że raz jeszcze będzie rządzić, rozstrzygając o życiu.
A chmury były tak nierzeczywiste, jak światło.
A światło było tak intensywne, jak żar.
A żar porażał tak, jak zachwyt.
A zachwyt był tak oderwany, jak chmury.
I światło, światło i zachwyt. I jasność, porażający blask. I nagle, i obok, i skąd..? I było, po prostu, bardzo. I trwało.
Nagle znalazłam się gdzieś indziej. Wszystko było takie samo, tylko wyglądało inaczej. Próbowałam się odnaleźć w tym innym-moim świecie, ale nie było w nim dla mnie miejsca. Bo był inny, chociaż mój. A ja byłam wciąż mną. Wróciłam. Kiedyś wrócę.
Jeszcze nie, jeszcze trochę, tutaj jeszcze jest dzień.
Senne słońce jest bliskie, ciepłe. Zapomina odpychać, zapomina palić. Miękko otula ciepłem, na ile mu wystarcza sił. Jeszcze się tylko stara oślepić.
Ale łagodnieje. Poddaje się.
Wie, że wróci. Że raz jeszcze będzie rządzić, rozstrzygając o życiu.
A chmury były tak nierzeczywiste, jak światło.
A światło było tak intensywne, jak żar.
A żar porażał tak, jak zachwyt.
A zachwyt był tak oderwany, jak chmury.
I światło, światło i zachwyt. I jasność, porażający blask. I nagle, i obok, i skąd..? I było, po prostu, bardzo. I trwało.
Nagle znalazłam się gdzieś indziej. Wszystko było takie samo, tylko wyglądało inaczej. Próbowałam się odnaleźć w tym innym-moim świecie, ale nie było w nim dla mnie miejsca. Bo był inny, chociaż mój. A ja byłam wciąż mną. Wróciłam. Kiedyś wrócę.
Jeszcze nie, jeszcze trochę, tutaj jeszcze jest dzień.
- DST 25.00km
- Czas 01:15
- VAVG 20.00km/h
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze
Truskawki i próba.
Pojechałam do rodziców i przerobiłam trzy łubianki truskawek na dżem i inne przetwory. Będę tym oryginalnym słoikiem, który wozi owe z Warszawy do Warszawy, przygotowawszy je uprzednio własnoręcznie ;)
Siedziałam, szypułkowałam, słuchałam radia... I zatęskniłam za podróżami. Za znalezieniem się w innym miejscu, za nowościami na każdym kroku, za odwiedzeniem znanego-obcego miejsca, za pakowaniem się na wyjazd i rozpakowaniem na miejscu... ale i za samą podróżą.
Lubię, kiedy całą grupą siedzimy w przedziale, śmiejemy się i rozmawiamy. Lubię monotonny stukot kół na torach. Lubię nawet podróż autokarem, kiedy siedzę lekko otępiała, słucham muzyki, wyglądam przez okno i pozwalam myślom dryfować swobodnie, kiedy mi to wystarcza. Kiedy umysł zapada w pół-świadomy letarg. Jestem w stanie przetrwać wiele godzin w ten sposób i nie nudzić się. Bo przecież mam siebie, to dobre towarzystwo.
Doczytałam niedawno, czym różni się deszcz konwekcyjny od wielkoskalowego, będę teraz bardziej świadomie sprawdzać prognozy.
"Ale lało, sztormu nadszedł czas!
Ale lało, ostro brało nas!"
Deszcz konwekcyjny jego mać. Jakby nie mógł zaczekać tych 15 min. Ziś. Patent z klamerką przypinającą pelerynę do koszyka zdaje egzamin, jeszcze tylko powinnam była kalosze założyć na ten czas.
Po próbie zajrzałam jeszcze na Zamkowy i do strefy kibica. Okolice strefy były już pięknie posprzątane, jetem pod wrażeniem służb oczyszczania.
Wiem, że ludzie wieszają estetyczne psy na tym studio, ale mi się podoba ten kontrast starej kamienicy ze szkłem i metalem doczepionej na chwilę konstrukcji.
Siedziałam, szypułkowałam, słuchałam radia... I zatęskniłam za podróżami. Za znalezieniem się w innym miejscu, za nowościami na każdym kroku, za odwiedzeniem znanego-obcego miejsca, za pakowaniem się na wyjazd i rozpakowaniem na miejscu... ale i za samą podróżą.
Lubię, kiedy całą grupą siedzimy w przedziale, śmiejemy się i rozmawiamy. Lubię monotonny stukot kół na torach. Lubię nawet podróż autokarem, kiedy siedzę lekko otępiała, słucham muzyki, wyglądam przez okno i pozwalam myślom dryfować swobodnie, kiedy mi to wystarcza. Kiedy umysł zapada w pół-świadomy letarg. Jestem w stanie przetrwać wiele godzin w ten sposób i nie nudzić się. Bo przecież mam siebie, to dobre towarzystwo.
Doczytałam niedawno, czym różni się deszcz konwekcyjny od wielkoskalowego, będę teraz bardziej świadomie sprawdzać prognozy.
"Ale lało, sztormu nadszedł czas!
Ale lało, ostro brało nas!"
Deszcz konwekcyjny jego mać. Jakby nie mógł zaczekać tych 15 min. Ziś. Patent z klamerką przypinającą pelerynę do koszyka zdaje egzamin, jeszcze tylko powinnam była kalosze założyć na ten czas.
Po próbie zajrzałam jeszcze na Zamkowy i do strefy kibica. Okolice strefy były już pięknie posprzątane, jetem pod wrażeniem służb oczyszczania.
Wiem, że ludzie wieszają estetyczne psy na tym studio, ale mi się podoba ten kontrast starej kamienicy ze szkłem i metalem doczepionej na chwilę konstrukcji.
- DST 37.00km
- Czas 01:50
- VAVG 20.18km/h
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 10 czerwca 2012
Kategoria dom
Rodzice
Miało trochę popadać. Trochę?
Parafrazując Pratchetta - żadne niebo nie mogło pomieścić w sobie tyle deszczu. A skoro nie mogło pomieścić, to deszcz padał i padał.
Podzielność uwagi odziedziczyłam zdecydowanie po mamie. Biega, robi trzy rzeczy na raz i nie myśli o żadnej. Ja wychodzę, wyprowadzam rower i się żegnam.
Mama: Założysz zaraz te złotka? Sreberka?
Ja: Tak, tak. [Nie mam pojęcia o co jej chodzi]
Uspokojona mama znika w domu i biega dalej.
Zrozumiałam o co jej chodziło chwilę później, zakładając te złotka. Czyli odblaski :D
Parafrazując Pratchetta - żadne niebo nie mogło pomieścić w sobie tyle deszczu. A skoro nie mogło pomieścić, to deszcz padał i padał.
Podzielność uwagi odziedziczyłam zdecydowanie po mamie. Biega, robi trzy rzeczy na raz i nie myśli o żadnej. Ja wychodzę, wyprowadzam rower i się żegnam.
Mama: Założysz zaraz te złotka? Sreberka?
Ja: Tak, tak. [Nie mam pojęcia o co jej chodzi]
Uspokojona mama znika w domu i biega dalej.
Zrozumiałam o co jej chodziło chwilę później, zakładając te złotka. Czyli odblaski :D
- DST 20.00km
- Czas 01:00
- VAVG 20.00km/h
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 4 czerwca 2012
Kategoria dom
Rodzice
- DST 25.00km
- Czas 01:13
- VAVG 20.55km/h
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 27 maja 2012
Kategoria dom
Rodzice
Ogródek kwitnie, truskawki mają już widoczne kuleczki, to samo agrest, brzoskwinie, wiśnie i borówka amerykańska. Jeszcze widać resztki konwalii i irysy. Ładnie jest :)
- DST 25.00km
- Czas 01:15
- VAVG 20.00km/h
- Sprzęt Moja
- Aktywność Jazda na rowerze